Geoblog.pl    kaszika    Podróże    Tajlandia Kambodża Birma 2010    o spaniu na podlodze w pociagu relacji Ajutthaja Ciang Mai, o gorskich smaczkach, targu parasolek i jedwabnej manufakturze
Zwiń mapę
2010
13
sty

o spaniu na podlodze w pociagu relacji Ajutthaja Ciang Mai, o gorskich smaczkach, targu parasolek i jedwabnej manufakturze

 
Tajlandia
Tajlandia, Chiang Mai
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2363 km
 
Noc zastaje nas w pociagu.
Stewardzi zaaportowali koce, a rankiem kawe i po ciachu na pobudke. Gosia mini rekonesansowo laduje na podlozu u stop swego Majorka ;) sprytnie zakomponowana pod fotelami.
To jest mysl!
W jej slady skrecam sie w paragraf na legowisku z recznika z torba za poduche. Pindasana a la joga i oto drzemka w poziomie wykonalna. eee, w II klasie kolei krolewskich przy odrobinie wyobrazni przestrzennej da sie pozyc.

stacja
Ciang Mai (znaczy tyle, co 'nowe miasto'), wzniesione pod berlem Mengraia z funkcja stolicy niepodleglego Lanna Thai 'Krolestwa Miliona Ryzowych Pol'.

Dworcowa informacja turystyczna popycha nas w ramiona obslugi hotelowej, a ta z kolei uprowadza do hotelu z basenem i lukrowanym ogrodkiem na wewnetrznym dziedzincu za 35 zlych od trojki i jakies grosze od dwojki.
Strumyczki szeleszczace, posazki nimf i bozkow romantyczne, krzaczory bluszczaste, kolekcja storczykow wypieszczona, do tego draceny, gipsiane sloniki, orientalne meble i arrasy. Plus dekoracyjni Murzynkowie w czerwonych majtkach na linkach z dachu - od czapy spuszczeni. Gosia cieszy sie jak gwizdek na tych Murzynkow-laleczki.
Sniadanie slabe, nesca zwana espresso, czyli sprobujemy zdradziecko stolowac sie u sasiadow z konkurencji. W podniebnej stolowce na glowy opadaja czerwone liscie wielkie jak lapa drwala i jest sympatycznie - pogawedkowo, przymrozamy wiec oko takze na szare z niedoprania reczniki w pokoju, odpryskujaca farbe z sufitu i zdeformowane wilgocia polki. Acha, no i ze sprzata sie wlasnorecznie, to jak raz nie boli ;)

nie polecamy, choc cieplo wspominamy i kilka zdjec nizej znajdziecie, bo dowolne lokum w Ciang Mai klepniecie wedle uznania przez strone: http://www.hostels.com/chiang-mai/thailand

Przesladuje nas cywilizacja. Zabawne, ze wszystkie pochowane skrzetnie przed okiem turysty w low costach gniazdka okupowane - ladowarka do szczotki do zebow, do telefonow, aparatow, e-papierosa. Internet w Tajlandii latwo dostepny, wi fi popularne.
Malgosia mini przywiozla iPoda, ktory jednak dziala sobie i nie dziala na zmiane.

Troche miesa: tereny pograniczne naszpikowane 500-tysięczna mozaika etniczna gorskich plemion (hill tribes), ktorych korzenie siegaja Laosu, pld. Chin, Birmy, Tybetu. Siedem szczepow pielegnuje animistyczne wierzenia, kult przodkow, odziewa sie w suto zdobione ludowe fatalaszki, podaza za tradycja, dbajac o swoja osobnosc i wyjatkowosc.

Gorale Akha - od nich wytargowalam czerwona torbe recznie haftowana we wzory i wyszywane klapki do kompletu - buduja oltarze przodkow w domach i swietuja rytualna hustawke, w dziekczynieniu za plony. Swieta hustawka w kazdej wsi obowiazkowa, symbolizuje sposób, w jaki Bóg sprowadzil lud Akha na ziemię. Odjazdowe sa ich wyposazone w mnostwo lancuszkow i pomponow czapki.

Chinscy Lisu lubia purpure i amarant, dziewczeta nosza fantazyjne kapelusze upstrzone koralikami i kwiateczkami z plastiiiQ.

W zielonej dzungli w gorach tajskiej polnocy mieszkaja takze Karenowie..
z tym ze to juz nie jest bajka kolorowa
to juz wcale nie jest bajka
i raczej anty-bajka:

Przywedrowali prawdopodobnie z Mongolii, a dalej z Birmy.
Naleza do tybetańsko-birmańskiej grupy językowej, zachowuja odrebna obyczajowosc i religie (zwykle baptyzm). Stanowią drugą pod względem liczebności mniejszość narodową w Birmie (7%) . Niektore kobiety plemienia wydluzaja szyje, dokladajac co jakis czas metalowe obrecze - co deformuja kregoslup i powoduja zapadanie sie obojczykow, choc niby z drugiej strony maja chronic przed zlymi duchami. Obrecze nosi sie permanentnie, najciezsze waza 20 kg. Karen Long Neck to maskotki turystyczne chetnie fotografowane (razem z Karenami Dlugouchymi), ale nie w tym sek i afera.To tylko okrutna cepelia, stad nie znalezlismy powodu, zeby ja ogladac ani dalej nakrecac.

wracajac do anty-bajki: Birmanska prowincja - Karen State - biegnie pograniczem tajskim wzdłuż rzeki Moei. Wielu Karenów probuje uciekac przed prześladowaniami junty, konsekwentnej w czyszczeniu etnicznym Birmy. Bo w jednej z najdluzszych wojen domowych na swiecie od ponad 60 lat partyzantka Karenow wciaz walczy z birmanska hunta o prawo do samostanowienia i politycznej odrebnosci.
Zrodlo nienawisci wladzy siega gleboko.
Ano w II wojnie Karenowie wspierali Brytyjczykow za obiecanki (cacanki), calkiem na wspak do wojsk birmańskich wcielonych w szeregi japonskie przeciw z kolei - i nie pogubcie sie - swym kolonizatorom angielskim. W ramach zemsty po wojnie postanowiono wykarczowac Karenów z Birmy.
Calkiem naturalne w polityce, ktora naiwnosci nie nagradza.
Nigdy jednoznaczne. Bo kto nazwie dobre - zle z imienia i nazwiska?
Nie tylko tyle.
..bo uciekinierow z Birmy jest jak dlugie i szerokie tajskie pogranicze znacznie wiecej, kilkaset tys. - ci z wiosek karenskich ukrywaja sie w dzungli. W samych obozach dla uchodzcow pomiesci sie ledwie dwiescie tysiecy azylantow.
Kilka obozow, jak ten w Ei Tu Hta niedaleko Mae Hong Son ze stacjonujacymi tuz na podoredziu oddzialami myanmarskiego rzadu (zwanego nomen omen SPD - state peace nad development coucil) mozna ogladac na u-tube.
Inni birmanczycy przed nędzą, beznadzieją, czasem tez szykanami czy przesladowaniem kryja sie w pogranicznym buforze.
Władze tajskie niby udzielaja im schronienia choc nie udzielają innej pomocy. Aktualnie Tajlandia nie akceptuje prob osiedlenia sie Karenow w cywilizowanych warunkach na swoim terytorium. A wiec bez prawa do pracy, świadczeń, zasuwaja na czarno szczesciarze, ktorym udaje sie zatrudnic za ulamek stawki tajskiego rolnika. Nic, ze czasem po robocie nie zaplaca postrasza policja i deportacja. Normalka, z PRLu tez uciekali, tez koczowali w obozach z pluskwami, tez ludzie.
Obozy w bajkach nie wystepuja, a poza bajkami sa zawsze chyba takie same: przepełnione, bez pradu, gazu, czystej wody.
Brakuje pomieszczen, toalet, lekarstw, ludziska koczuja gdzies w okolicy w blaszanych papierowych skleconych ze smieci i kartonow domkach, ich perspektywa licha. Malaria, biegunka. Nasz kolega Matthew dotarl motocyklem w poblize takiego obozu na pln od Ciang Mai: nie ma roku, zeby armia Birmy dla kurazu nie zrobila rajdu naruszajac czasami suwerennosc Tajlandii.
Gina pechowcy.
http://www.youtube.com/watch?v=_cd9NvpzuAw&feature=related

dno jest jedno, czy wiecej, jak myslicie?

o ironio, jeszcze w 1882 roku w swoich notatkach korespondent z Birmy Sir J.George Scott pisze: 'the best thing a Burman can wish for Englishman is that in some future existence as reward of good works, he may be born a Buddhist and if possible a Burman'
nad Inle od 17-letniego kierowcy pick up taxi nasi glupio zartujacy z rana koledzy, uslyszeli z kolei, ze jesli beda strzelac do wolnolatajacych spiewajacych ptakow, to w przyszlym zyciu moga urodzic sie za kare w Iranie..

z takimi widelkami Was zostawie tymczasem, dla podtrzymania elastycznosci mozgu

i co by Wam jeszcze napisac? ze w Bo Sang pod Ciang Mai jest cukierkowa manufaktura parasolek z papieru ryzowego, kleconych na lekkich drewnianych szkieletach, recznie malowanych w kwiaty i motyle? Ze parasolka taka ma tu cel przeciwsloneczny, nie przeciwdeszczowy jak u nas?
ok
a jeszcze dodam, ze jedwab w Silk Village byl gladki i dostepny za jedyne 50 pln od metra we wszystkich wydumanych i wykapryszonych odcieniach teczy, a dziewczyna w mundurku klaniajac sie grzecznie opowiadala nam o jedwabnikach, morwach, pokazujac larwy, kokony, proces pozyskiwania nici, pedzace kolowrotki i krosna, a przy nich oczywiscie przasniczki.
Niby dobra gospodyni, gdy kolowrotka brak - lyzka tka. I moze w Birmie zdarza sie tkac lyzka, tu jednak niczego nie brak. Dostatek, zachodni sklep jedwabny high life i bon ton.
Na dziedzincu Tajka w fartuszku sprzedaje lody z kokosa - dwie galki miedzy tostowa kanpke i lycha ryzu na okrase - taki lokalny rarytas :)
Malego tuktuka wzielysmy na cztery: Ola z Gosiami na pace, ja kolano w kolano ze smuklym jak szczypiorek kierowca, przykucnieta na akumulatorze przykrytym na okolicznosc przejazdzki stara gabka. Rura! Wiatr wywiewa mysli mniej wygodne i upal nie tak dolegliwy.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (17)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
mjr-s
mjr-s - 2010-02-09 08:38
zdjęcia!! cudownie ale ...

... cierpie z powodu niedoboru LITERKÓW

wiem, że dyszenie za plecami raczej wkurwia niż mobilizuje ale co ja poradze???
:)
 
 
kaszika
Kasia Kifner
zwiedziła 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 30 wpisów30 16 komentarzy16 331 zdjęć331 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
26.02.2011 - 28.02.2011
 
 
06.01.2010 - 03.02.2010